poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 6.

Promienie słońca obudziły mnie z samego rana. Już chciałam krzyczeć na swoją mamę, że nie zasłoniła okien, ale zorientowałam się, że nie jestem u siebie.
Boże.. w co ja się wplątałam. To jest straszne. Te wszystkie wydarzenia. Dlaczego dałam się w to wciągnąć..
-Wstałaś już? - wymamrotał Nathan wtulony w poduszkę. W prawdzie był na drugim końcu pokoju, ale i tak musiałam wziąść kilka głębokich oddechów.
-Wiesz co? Nadal śpię - wstałam i poszłam do łazienki.
Czy boję się dzisiejszego spotkania? Jak najbardziej. Dla nich.. to będzie jedyne zapoznanie się z przyjaciółką Nate'a a co ja mam powiedzieć?
Po skończonym prysznicu, gdy ubrałam się w rzeczy wcześniej przygotowane przez chłopaka, zeszłam na dół. Mm.. pięknie pachnie.
-Nie spodziewałam się, że potrafisz gotować - usiadłam na wolnym krześle.
-Jeszcze dużo o mnie nie wiesz. Zaraz.. - na korytarzu rozległ się dzwonek i przez drzwi weszła dziewczyna z czerwonymi włosami. Ładna.. -Kelly, poznaj Arianę.
-To twoja dziewczyna? - zapytałam, a on w odpowiedzi pokiwał głową na tak. No to nieźle..
Wtem pisnęła i mocno mnie przytuliła. Jeny.. takiej reakcji się nie spodziewałam. Zdezorientowana spojrzałam na czerwonowłosą.
-Ona jest z przyszłości? I jak tam jest? - zaciekawiona usiadła obok.
-No.. można powiedzieć, że.. sama nie wiem. - oparłam głowę o prawą rękę.
-Ale tam mieszkasz. Na pewno jest coś..
-Uwierz mi.. nie.. - już chciałam wspomnieć o jednej sprawie, niestety ona przerwała.
-Jestem nie ugięta. Zauważyłaś dziwną rzecz? - czyli sobie nie odpuści..
-Ok.. ludzie są bardziej pozytywni i nie ma takich szarych budynków, od których samo patrzenie dołuje. Zadowolona? Nate! Ratuj.. - wywróciłam oczami. Nigdy nie jestem pozytywnie nastawiona do nieznajomych. Tym bardziej, kiedy ktoś zadaje trylion pytań.
Po skończonym śniadaniu usiadłam przed komputerem. Głośno westchnęłam i otworzyłam przeglądarkę. Moment.. co ja właściwie robię? Mojego konta nie ma, bo zostanie założone.. za 50 lat? Nawet nie chcę o tym myśleć.
Około godziny 11:00 zjawiliśmy się pod studiem nagraniowym. Serce potwornie mi waliło. Czemu się tak denerwuje? To będzie zwykłe spotkanie..
Idąc korytarzem rozglądałam się na wszystkie strony. Na ścianach było mnóstwo płyt, a w pobliżu unosiły się dźwięki muzyki. Jesteśmy coraz bliżej.
-Chłopaki! Przerwijcie na chwilę, chcę wam kogos przedstawić! - Nathan.. nie musiałeś..
nieśmiało zrobiłam krok do przodu. Przed sobą zobaczyłam piątkę chłopaków, którzy byli zainteresowani moją obecnością. Chyba. Każdy z nich wyciągnął do mnie rękę i się przedstawił.
-Ok.. czy ja dobrze zapamiętałam? Niall, Zayn, Liam Harry i Louis? - spytałam upewniając się.
-Tak. Słuchaj.. my porywamy Nate'a, możesz zostać na chwilę z Hazzą i Lou? - zapytał blondyn szczerząc sie do mnie. Nie lubię sztucznych uśmiechów.. są nienaturalne. W końcu przytaknęłam i wyszli, nie przejmując się jak strasznie się czuję w obecności Loczka i.. chłopaka mojej babci, choć.. teraz ona nią nie jest..
-Skąd jesteś? - zapytał starszy. Kelly myśl..
-Emm.. z okolic Manchesteru.. - wypaliłam niewiele zastanawiając się.
-No to chyba niedaleko El.. - westchnął. No przecież.. babcia Eleanor tam się wychowała. Harry chciał wykonać jakiś gest w jego kierunku, ale speszeni chłopcy od razu odsunęli się od siebie. Nie rozumiem.. trafiłam do okresu w którym jeszcze Lokowaty nie zerwał z nim? Możliwe..
-Wy.. jesteście razem? - czemu ja to powiedziałam?!
-Wiesz o nas? - zdziwił się młodszy siadając obok mnie. Ratunku.. bo jeszcze coś palnę o przyszłości itd. Ugh.. myślenie nie boli..
-Nie całkiem.. ale widać to po was. Nie shippuję Larrego.. tylko.. te wasze spojrzenia.. nie wmawiajcie mi, że macie normalne dziewczyny, bo nie uwierzę. - wzruszyłam ramionami.
-Tyle o nas wiesz.. opowiesz coś o sobie?
-Nie wymuszaj na niej tego! - Louis walnął ręką w ramię Harrego. Zabawnie to wyglądało, bo Loczek prawie spadł z krzesła. -A więc.. straciłaś rodziców.. rodzina Ciebie nie chce.. Nathan to ostatnia osoba na ziemi, która Ci została?
-Gdyby nie on, to nie mam pojęcia gdzie podziałabym się. Szczerze.. dobrze, że spotkałam go na swojej drodze. Taki anioł stróż. Nie pozwala mi upaść.. nawet po bolesnych doświadczeniach. Choć ma dziewczynę, dba o mnie jak o rodzoną siostrę.
-Byłaś wcześniej w Londynie? - w oczach niebieskookiego.. pojawiła się nadzieja? Ale.. na co..
-Nie za bardzo.. - spuściłam głowę. Przedstawienie - ciąg dalszy.
-Myślisz, że Nate puści Ciebie ze mną na mały spacer?
-Louis.. a co z Eleanor? - przypomniałam mu. Pewnie spotykają się codziennie.. nie zamierzam przerywać komuś planów.
-Jesteśmy umówieni na jutro.. - niestety nie dokończył, bo do studia wpadli chłopaki, wraz z moim "najlepszym przyjacielem", który natychmiastowo pociągnął mnie za rękę. Zrobiłam w jego kierunku zdezorientowaną minę. O co chodzi?
"później Ci powiem" wypowiedział jakby bezdźwięcznie.
-Mam nadzieję, że Kell's spędziłaś fajnie ten czas, niestety zaplanowałem dla nas inne atrakcje - Nathan zrobił smutne oczka, jakby o coś prosił. Robi się coraz dziwniej..
Po wyjściu ze studia, prawie zemdlałam. Eh.. muszę odpuścić sobie tą głupią dietę, bo kiedyś wyladuję przez to w szpitalu. Idąc alejkami, żadne z nas się nie odezwało. Od kiedy panuje między nami taka głupia cisza?
-Musimy sobie coś wyjaśnić.. - zatrzymał nas przed jednym ze sklepów.
-W takim razie słucham - powiedziałam z lekkim sarkazmem. To całe ratowanie Lou.. zaczyna mi się nie podobać.
-Mógłbym Ci pozwolić, żebyś poszła dzisiaj z Boo Bearem na spacer, ale zaburzyłabyś porządek!
-Czyli? - człowieku wyjaśnij mi to, bo nie mam zielonego pojęcia o czym mówisz.
-Jutro.. Harry z nim zerwie. - powiedział, a gdybym teraz piła picie, na pewno bym je wypluła. Że co? Za jakieś.. 12h zacznie się "piekło", no bo.. z tego co wcześniej usłyszałam od Gilberta, to Louis załamał sie po tym. -Dlatego, zostajesz..
-W domu, tak wiem. Od jutra Eleanor zacznie pomagać przygnębionemu Louisowi, rozumiem. Tylko dlaczego ja zostałam ściągnięta tutaj? Sam być sobie nie poradził? Bez sensu..
-Nie oto chodzi. Za dwa.. trzy dni będziesz musiała zdobyć zaufanie El. Pomożesz jej, bo ona.. dwa tygodnie temu zaszła w ciążę. Mamy coraz mniej czasu. Do narodzin twojej matki musimy uważać na chłopaka, żeby..
-Nie zniknął? Czy nikt nie wie, że on został porwany.. lub..
-Kelly to nie jest takie proste. Niby dlaczego Cię tu ściągnąłem? To nie było zwyczajne porwanie. Lou.. coś ukrywa.. trzeba się dowiedzieć co.
-Nienawidzę takich zadań..
-Ja też - objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę jego mieszkania. Ta cała historia mi nie odpowiada. A może Tomlinson jest kosmitą? Haha.. bardzo śmieszne.
Nadal tego wszystkiego nie pojmuję...

-----------------------------------------------------------------------
Łee.. nie podoba mi się ten rozdział.. znowu mam problemy z pisaniem :/ Mam nadzieję, że kolejny bardziej mi się uda..
+ wyłączyłam dodawanie komentarzy, ponieważ dla mnie są one zbędne. Nie potrzebuję żadnych reklam innych blogów itd. Mój styl pisania.. jest trochę dziwny, ponieważ nie jestem jakaś wybitna i nadal to ćwiczę. Fabuła tego opowiadania.. też trochę pokręcona, ale ten blog nie będzie miał wiecej niż 20 rozdziałów.

Pozdrawiam.
Szablon by S1K