sobota, 15 marca 2014

Rozdział 4.

Przez chwilę siedziałam w bezruchu. Podróż w czasie.. no tak.. mamy prawie rok 2070.. Boże.. no nic mi nie ulatwia podjęcia decyzji. Nerwowy oddech tylko świadczyl o moim niezdecydowaniu. A może uda mi się wszystko naprawić. No.. chodzi mi o pojawienie się Louisa. Eh.. podniosłam wzrok na Gilberta, który zajmował się w tym czasie komórką. Spójrzmy też z tej strony.. on przybył z.. tamtego okresu.. gdyby tego nie zrobił.. byłby.. dziadkiem. Zaryzykował.. ja też muszę. Nie ma tak. Jeśli ja mogę naprawić czas.. zrobię to. Odwróciłam się w stronę czarnowłosego.
-Podjęłam decyzję.. - wyszeptałam. Jak na mnie to i tak nieźle zniosłam tą całą sprawę.
-I jak?
-Zgadzam się. Zrobię to.. jeden warunek.. musisz mi kilka rzeczy wytłumaczyć.. bo jednak malego stracha.
-Nie ma problemu. Bez twojego przygotowania nigdzie nie ruszamy. - oświadczył podnosząc się.
-Gdzie idziesz? - zapytałam i powtórzyłam jego gest.
-Powiedz swojej mamie, że dzisiaj na noc wpadnie do Ciebie kolega, bo mamy projekt do opracowania - mrugnął do mnie i wyszedł. Zostałam sama z tym wszystkim.
Pomogę babci.. zobaczę ją w młodym wieku. Dziwnie to brzmi co nie? A jednak.. Drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem, sprawiając, że aż podskoczyłam. Rajciu.. mam zawał. Kilka sekund później do domu wbiegła zapłakana Amanda i rzuciła mi się na szyję. Nie wiedząc jak się zachować poklepałam ją po plecach.
-Nikt mnie nie kocha.. nie jestem nikogo warta - szlochała.
-Ami.. co się stało? - delikatnie ją odepchnęłam i podałam chusteczkę. Siostra wyglądała koszmarnie. Tusz do rzęs był.. na policzkach, zostawiając pamiątkę po płaczu.
-Pamiętasz Ed'a? Był u nas niedawno..
-Mniej więcej tak.. - chodzi jej o kolesia z którym.. migdaliła się na moich oczach .. ?
-Powiedział, że nie zaspokajam jego potrzeb i jestem beznadziejna w..
-wowowowow.. stój! Nie musisz dalej dokańczać, bo wiem co chciałaś powiedzieć.. fuu.. - zrobiłam taką minę, jakbym zjadła plasterek cytryny. Masakra.. -I to przez niego jesteś w takim stanie?
-Taak..
-Nie umiem pocieszać.. ale.. jesteś super dziewczyną, wiele chłopaków chciałoby byc z tobą, urodę odziedziczyłaś po mamie.. no cóż.. ja poszłam za tatą. Głowa do góry i miej na niego wywalone! Pokaż mu, że jesteś silna - uśmiechnęłam się do niej i przytuliłam. Te słowa podziałały na nią. Od razu skierowała się do łazienki.
"Bzzzt bzzzzt" kolejny sms. "Wygraj 1000$ wystarczy jeden sms" No nie mogę.. ciekawe ile osób na to naciągnęli.
Powoli zaczęła się zbliżać godzina 20:00. O tej miał przyjśc Gilbert. Poinformowałam mamę o rzekomym projekcie, a ona na to "Już Ci wierzę, ehe.. bądźcie grzeczni" ostatnie dwa słowa wprawiły mnie w osłupienie. Albo ja mam skojarzenia, albo kompletnie nie wiem o co biega.
Czekając na chłopaka, byłam już przebrana w pidżamę. Teraz leżałam na łóżku przeglądając komiks. Ichigo.. ojej. Moja ulubiona postać z mangi. może kiedyś nauczę się tak rysować.. w co wątpię.
-Hej, sorry za spóźnienie. - powiedział wchodząc ze śpiworem. Kilkakrotnie zamrugałam. Nie był ubrany w czarne ciuchy. Zdecydowanie lepiej wygląda w tych niebieskich. -Zaczynamy? - wyrwał mnie z myśli.
-Ale co mamy zacząć? - odpowiedziałam zdezorientowana. Boże.. tracę kontakt z rzeczywistością.
-Chyba muszę Ci wszystko wyjaśnić w tej sprawie tak? Co, gdzie, kiedy..
-Aham.. no to słucham. Jakim sposobem mamy się tam przenieść?
-Pamiętasz tą fontannę na samym środku parku?
-Obok placu zabaw? - czy nie byłoby łatwiej, gdyby od razu wszystko wyjaśniał?
-Tak.. i teraz się zdziwisz. To nie jest zwyczajna fontanna.. to teleport. Stamtąd udamy się w lata wsteczne. - swój wzrok skierowałam na paznokcie pomalowane niebieskim lakierem. -Kelly.. nie chcesz tego zrobić, racja?
-C.. co? Nie! Ja chcę, naprawdę, tylko, że.. patrzę na zegarek.. a jutro trzeba iść do szkoły..
-Nie do końca - uśmiechnął się. Po chwili wyciągnął z torby jakiś zeszyt i zaczął notować. Nie znam kolesia dobrze.. ale patrząc.. obliczał jakies dziwne dane. -Trzymaj. - podał w moją strone skrawek papieru. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. -Przecież nie będzie nas przez jakiś czas, pamiętasz? A to jest twoje zwolnienie na pół roku.
-"Uczennica bierze udział w projekcie wymiany międzynarodowej, nie wiadomo na jak długi okres. Przewidywany - 6 miesięcy..." - przeczytalam na głos. Szczerze? To dobrze to wymyślił. Coś musi usprawiedliwić moją nieobecność.
-Kiedy wyruszamy?
-Jak najszybciej.. najlepiej jutro..
-Że co?! - lekko rozdrażniona podniosłam się na łóżku. -Bez przygotowania..
-Od tego mamy dzisiejszą noc. Najważniejsze informację Ci wyjaśnię..
-Jestem zmęczona.. na pół śpię.. nie da się tego załatwić jutro z rana?
-Słuchaj.. ja też tu na łasce nie jestem. Im dłużej przebywam, tym bardziej przeszłość może się zmienić.. nie chcę tu zostać, kumasz? Jeśli ty cofniesz się w czasie.. mozesz nic nie zmienić, i wszystko zostanie w swoim porządku, a ja? Muszę wracać..
-To dlatego.. ciągle.. kierowałeś mnie na..
-Tak.. Kelly. Masz uratować świat.. jesteś na to gotowa? - nic nie odpowiedziałam, bo przez chwilę się poczułam jak jeden z moich bohaterów z komiksu. Ratowanie świata? Czeka mnie jedno zadanie.. sprawić, żeby Louis Tomlinson został z moją babcią.. tyle. Ugh.. powtarzam się.
-Mów. - usiadłam do pionu. Raz się żyje..
No i się zaczęło. Tłumaczył mi aż do godziny 3:00 nad ranem, o tym jak mam się zachowywać, mówić.. miałam się stać jedną z nastolatek.. tamtych czasów. Jak tak patrząc.. to nieźle się tam wpasuję. Oczywiście.. jak będziemy przechodzić.. nieźle się zmoczymy. Pikuś tak?
~*~
-Hej.. wstawaj.. już czas.. Kelly! - prawie krzyknął mi nad uchem co sprawiło, że spadłam z łóżka. Nie mógł użyć budzika? Pewnie było by to o wiele milsze.
-Człowieku.. spokojnie, już wstaję.. - przetarłam zaspane oczy. Gilbert o dziwo już się ubrał.. w strój bojowy? Coś wymamrotałam pod nosem i udałam się na dół.
Ej.. czy to możliwe.. dzisiaj.. cofanie się w czasie. Brzmi wręcz komicznie. Niezastanawiając się wyciągnęłam mleko i płatki czekoladowe. Nie ma to jak zdrowe śniadanie! Na gorąco polecam!
-Co się tak gapisz? - zapytała Amanda wchodząc do kuchni. Znowu nie ma humoru? Będzie mi jej brakować.. chyba. -Czekaj.. za parę godzin lecisz na misję? Haha.. pewnie coś pójdzie nie tak i wrócisz z płaczem do mamy..
-Tak na marginesie.. to ty wczoraj płakałaś.. - odchrząknęłam i wybiegłam. Gdybym tam została.. wolę nie myśleć jakie określenia na moją osobę by padły. Współczuję rodzicom.. szczerze. Jak Amanda ma od samego rana humorki, lepiej uciekać gdzie pieprz rośnie.
Około godziny 11:00 czarnowłosy przyszedł z torbą po mnie. Została mi ostatnia rzecz do zrobienia.. pożegnać się. Ile czasu mi zajmie ta wyprawa? A jeśli popełnię błąd, który nie da się naprawić? Czasami trudno się mówi.
Już miałam wołać mamę, gdy rodzicielka mocno mnie przytuliła.
-Pamiętaj.. spotkasz tam babcię.. nie znasz jej zbyt dobrze, ale powinnyście się dogadać
-O ile w ogóle zamienię z nią słowo.. - westchnęłam i podeszłam do starszej siostry. -Mnie nie przytulisz? - zrobiłam smutną minkę.
-Eh.. no chodź tu.. tylko nie narozrabiaj ok? Chcę być na tym świecie - uśmiechnęła się, a Gilbert złapał mnie za rękę. Głęboki wdech.. no to kierunek.. fontanna.
Szablon by S1K