sobota, 15 marca 2014

Rozdział 2.

-Nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak mocno spał, naprawdę - usłyszałam głos Majki nade mną. -Wstawaj śpiochu..
-Yh.. co ty tutaj robisz? - przetarłam zaspane oczy.
-No nie wiem.. mamy weekend, jest już po 12, a ty.. - nie słuchałam jej, a swój wzrok skupiłam na firance. -Nie słuchasz mnie?!
-Przepraszam.. nie czuję się najlepiej.. - ciekawe czy da się nabrać na tą wymówkę. Umówiłyśmy się dzisiaj na rolki do parku, bo Josh, chłopak który się jej podoba, właśnie tam będzie, a ona chce mu zaimponować. Od kiedy to dziewczyna musi się starać? Kiedyś było na odwrót. Złapałam się za czoło. Na gorączkę nie ma co liczyć..
-Ja Cię znam, nie wymigasz się! - pisnęła i ściągnęła ze mnie kołdrę. Nie odpuści mi. Powoli wstałam. Oho.. lekkie zawroty głowy.. za długo spałam. Jak tylko wyszłam z łazienki, zobaczyłam jak przyjaciółka grzebie mi w szafie. No pięknie! Jeszcze będzie wybierała mój strój. Chwile później "rzuciła" we mnie legginsami, żółtym topem i czarną bluzą.
-Od kiedy jesteś stylistką? - spytałam podejrzliwie.
-Od dzisiaj. No już, przebieraj się szybko i idziemy!
-A co ze śniadaniem?
-Zjesz później, zadbam o to. Kellyyyy..
-Idę, idę - westchnęłam. Wiele osób zadaje pytanie, dlaczego przyjaźnię się z "wariatką". Ja tak jej nie nazywam. Ona jest raczej "pozytywnie jebnięta" jej szalone pomysły.. przez nie parę razy miałyśmy nie małe kłopoty. Ale.. kto jej nie poznał przed szkołą średnią.. tak naprawdę nie wie jaka jest naprawdę. Poznałyśmy się przypadkiem. W podstawówce na kółku plastycznym. Chyba farbka spadła na białą sukienkę, a ja podeszłam do niej i pomogłam zmyć. Coś takiego. Od tamtego czasu trzymamy się we dwie.
Ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Muszę się pospieszyć.
Gdy tylko zeszłam na dół, Majka zakładała rolki. Emm.. ona chce na nich dojechać.. aż tam? Odruchowo przełknęłam ślinę. Jeśli się nie wywrócimy to będzie cud.
-Na co czekasz? - zapytała robiąc przy tym śmieszną minę.
-Na zaproszenie - wytknęłam język i.. ubrałam swoje rolki. Jednym słowem.. zabiiję się. Słoneczna pogoda, niebo bezchmurne.. idealna pogoda na wypadek!
Tak też myślałam. Jedziemy sobie spokojnie ścieżką, śmiejemy się, gdy nagle.. zachamowałam. Zdezorientowana usiadłam na ławce. Skąd pojawił się ten ból w kostce. Przecież.. przed chwilą obok.. przeszła dziewczynka.. nucąc nieznaną melodię.. ale że to od tego? Zdziwiona chciałam zawołać przyjaciółkę, niestety ona była juz zajęta Joshem. Dlaczego jej nie ma przy mnie, kiedy oczekuję pomocy? Trzeba radzić sobie samemu. Podniosłam głowę wyżej. Jak ja zazdroszczę tym małym dzieciom, które beztrosko biegają. Jeszcze nie wiedzą co to jest ból.. cierpienie.. po prostu co to jest życie. Oglądając swoją kostkę stwierdziłam, że jest spuchnięta. A mówiłam, że nie chciałam dzisiaj ruszać się z łóżka? Ugh..
Po półgodzinnym, bezczynnym siedzeniu na ławce oraz graniu w jedną z gier na komórce (jestem jedną z nielicznych, która nie ma smartfona albo iphona.. dla mnie jest to bezużyteczne) zawołałam Majkę. Boże.. ile można gadać o byle czym? Chyba, że mieli temat, to się wycofuję.
-Kochana.. nic Ci się nie stało? - zapytała zdezorientowana. Wywróciłam oczami.
-Czy możesz mi pomóc dojść do domu? Od dobrego czasu przyglądałam się tobie jak kręcisz z Joshem. O mnie się nie martw.
-Nie no.. znowu zeszłaś na jakiś taki dziwny humor.. wstawaj.
-Eh.. a co z rolkami? - wskazałam na jej nogi. Zabawnie by wyglądało, gdyby mnie prowadziła.. jadąc.
-Momencik - usiadła obok mnie. Jakieś 15 minut później skierowałyśmy się do najbliższej kawiarni. Po drodze minęłyśmy kilka dziewczyn, które.. moim zdaniem są tak samotne, że hologramy postanowiły im zastąpić prawdziwych partnerów.
Jakoś niedawno moja mama też mi proponowała taką opcję, ale nie się nie zgodziłam. Sztuczne uczucia? To nie dla mnie. Wolę czekac wieki na "księcia z bajki" niż "stworzyć" ideał. Po raz pierwszy żadna z nas nie odzywała się do siebie podczas powrotu do domu. Wow.. albo coś się stało, albo ja dzisiaj bujam w obłokach.
~*~
-Kelly, no rusz cztery litery z kanapy i wyjdź gdzieś.. błaagam - jak zwykle Amandzie przeszkadzała moja obecność w salonie. Jakbym tego nie zauważyła.
-A może ty zrobisz użytek ze swoich nóg i pójdziesz do boy'a z którym leciałaś wczoraj w ślinkę co? - z powrotem skupiłam się na telewizorze. Weekend a takie nudy.. masakra. Głośno westchnęłam i obróciłam się w stronę wkurzonej blondynki, która właśnie marudziła pod nosem. O ile dobrze pamiętam.. jest mi winna przysługę.. -Ami.. mam pytanie..
-A wyniesiesz się z salonu? - warknęła. Nie ma to jak siostrzana miłość! Polecam!
-Oj nie denerwuj się.. jeszcze zmarszczek dostaniesz. - gdy zobaczyłam jej minę szybko dodałam -Skoczyłabyś do sklepu? Nie takiego zwykłego.. przydałyby mi się farbki.. płótno..
-Wracasz do malowania? Podobno to rzuciłaś.. ale.. spoko.. za 30 minut wracam. - chwyciła kluczyki od auta i prawie biegiem wyszła z domu. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego oto ją poprosiłam. W prawdzie kiedyś malowałam. I to nawet bardzo dobrze. Niestety.. raz na zajęciach.. moja praca została wyśmiana. Niby byla nie na temat i w dodatku.. nie chcę do tego wracać.
Około godziny 21 siedziałam w swoim pokoju przed białą płachtą i zastanawiałam się co mam zrobić. Czasami jak mocno się skupiłam.. w głowie pojawiał się obraz.. chwilę później.. przeniosłam go. Dziwne..
Tym razem przypomniała mi się wizyta u babci. I to zdjęcie.. nie.. nie ma mowy, żebym je skopiowała.. gdybym tylko mogła jeszcze raz je ujrzeć.. przyjrzeć się.. moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Pewnie to znajomi przyszli do rodziców. Eh.. wypada się przywitać. Malować mogę też jutro, w końcu będzie niedziela tak?
Oczywiście zgadłam. Państwo Spark wraz z synem Zaynem często do nas wpadali. Na kawę, herbatę, na święta..
Jeszcze się dziwią, że nie zakumplowałam się z ich potomkiem. No.. "cześć" sobie mówimy.. tylko tyle. Ale to jego imię? "Zayn" takie.. inne. Podobno jego mama była czyjąś fanką i tak dalej. Raz opowiadała.. ups.. ktoś tu nie uważał. Po powitaniu sąsiadów MUSIAŁAM iść z brunetem do góry. Mamy się "zapoznać" ugh.. nienawidzę tego.
-Zbierasz komiksy? I w dodatku jestes dziewczyną - powiedział od razu po wejściu do pokoju. Uraził mnie!
-A co w tym dziwnego? - zapytałam z nadzieją na jakąś jasną odpowiedź.
-N..nic. Tylko, że.. też jestem fanem "Bleach".
-Na bank! - za szybko się ucieszyłam, bo spowodowałam, że chłopak się zaśmiał. Stało się.. przez jakąś dobrą godzinę rozmawialiśmy na temat przygód Ichigo, o tym jak został shinigami, uratował Rukię przez egzekucją. Naprawdę.. fajny z niego koleś. I ja przez te kilka lat go unikałam. Nieźle..
-Słuchaj.. mam do ciebie pytanie.. dlaczego mama dała Ci takie imię? Pamięć mi szwankuje.. - przełamałam się i zadałam mu to nurtujące pytanie.. odkąd przyszedł.
-Dlatego, że jej mama, moja babcia miała "świra" na punkcie jakiegoś boybandu, a potem zaraziła ją tym.
-Pamiętasz jak się nazywał?
-Nie.. przykro mi. - spojrzał na kolejny komiks. -Brakuje ci numeru 70..
-Rzeczywiście.. - westchnęłam. Tą swoją odpowiedzią nie zadowolił mnie. Czy będę musiała pytać się swojej rodzicielki w sprawie babci Eleanor? Najwyraźniej tak.
Nad ranem pożegnałam się z nowym znajomym. No to.. położę się.. a potem.. czas na rozmowę.. o ile mi się uda.
Szablon by S1K